piątek, 28 listopada 2008

Mój ziom z polonistycznej ławy

wspominany ulubiony kolega z grupy przybliża się do pierwszego miliarda.
link do bloga Łacha obok :)

piątek, 14 listopada 2008

Dlaczego warto pojechać do Lwowa.

Pojechać warto. Naprawdę. To tak trochę jak w tej piosence:

"Niech inni sy jadą, dzie mogą, dzie chcą,
Do Widnia, Paryża, Londynu,
A ja si zy Lwowa ni ruszym za próg!
Ta mamciu, ta skarz mnie Bóg!"

Trzy dniowy pobyt w we Lwowie i okolicach był pięknym doświadczeniem. Miasto (przynajmniej w moim odczuciu) zachowało atmosferę dwudziestolecia międzywojennego. Uliczki, kamienice (zachowane od XVI w. i przez kolejne stulecia dobudowywane wzwyż), cmentarze, wszędzie noszą ślady polskości. Tramwaje i marszrutki jeżdżą jak chcą, ludzie się nie śpieszą (chyba, że polscy turyści). Wielokulturowość miasta, jego zabytki, brak reklam na każdym kroku, aura - to jedne z nielicznych powodów dla których chce się tam wrócić (gdy tylko minie się rogatki Lwowa).
A wokół Lwowa - stepy ;) (wiecie - klimat listopada) i bieda. Bieda aż piszczy. W blokach ciepła woda jest dwa razy dziennie, kuchnia smaczna, ale nie można powiedzieć, że ludzie tam się objadają, ilość pieniędzy za którą muszą wyżyć jest zatrważająco niska.
Jednak dla Polaka to tam raj - jedna hrywna odpowiada 50 groszom. A wiadomo kraj biedny - alkohol tani. Można więc, w świetnej knajpie w samym centrum, napić się piwa za 2 -4 zł. Przez cały pobyt możesz więc czuć się jak bogaty turysta z Zachodu.

Relacja płytka i krótka.

Nie być we Lwowie to grzech.

piątek, 26 września 2008

początek

Leżąc dzisiaj na kanapie przed telewizorem doszłam do być może głupiego wniosku. Jestem co drugą kobietą, która cierpi na znp. Obserwacja mojego dwudziestoletniego życia całkowicie to uzasadnia. Wszelkie błędne decyzje, rozstania, wielkie kłótnie, upadki itp. wynikały generalnie z tego. To zadziwiające! Na co dzień da się ze mną żyć, ale w tym okresie naprawdę jest ciężko. Na szczęście mam bardzo wyrozumiałych przyjaciół, a i znajomi się przyzwyczajają z czasem.


Nawiązując więc do mojego starego blogu, który cieszył się popularnością znaczną w LO, czasem sobie coś napiszę. Bo życie ma potencjał (jak mówi mój ulubiony kolega z grupy).